BLOG PRZENIESIONY NA NOWY ADRES:
http://robert.skarzycki.pl/blog/naszynach/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą InterRegio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą InterRegio. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 stycznia 2012

RJ 2011/12: Do Zakopanego

W nowym, obowiązującym od niedzieli rozkładzie z Warszawy mamy 3 połączenia bezpośrednie - w klasie ekonomicznej (czyli wyłączając ekspresy) - dwa nocne oraz jedno dzienne. Szczegóły połączeń są następujące:

TLK Warszawa Wschodnia 20:52 - Zakopane 05:41
Przez Radom i Kielce. Pociąg będzie kursować codziennie zimą (grudzień-luty) i w wakacje (lipiec-sierpień). W ciągu roku - tylko w soboty i niedziele. (Plus okazyjnie dodatkowe kursy w okolicach "długich weekendów". Dla chętnych jest wagon sypialny.

TLK Warszawa Wschodnia 01:37 - Zakopane 11:57
Podobnie jak poprzednik - kurs via Radom i Kielce. Uwaga! Pociąg jest relacji Gdynia-Zakopane, zatem "gorących terminach" (sylwester, długi weekend etc.) w Warszawie może być już tłoczno. Kursuje codziennie, jest wagon sypialny, a także opcja "taniej kuszetki".

IR Warszawa Wschodnia 06:48 - Zakopane 13:26
Najszybszy z tanich pociągów - podróż zajmuje jedynie 6 godz. 48 min. (czyli raptem 23 minuty dłużej niż ekspres!); jest to możliwe dzięki temu, że trasa wiedzie via CMK, a poza tym mamy do czynienia nie z tradycyjnym składem lokomotywa+wagony, ale z EZT, czyli klasycznym "kiblem", dzięki czemu oszczędzamy czas tracony na obracanie lokomotywy w Krakowie Płaszowie, Suchej Beskidzkiej, Chabówce.  

Najlepszą propozycją połączenia stolicy ze stolicą polskich gór jest InterRegio - co prawda komfort jazdy w "kiblu" będzie niższy niż w TLK-u, ale za to mamy rekompensatę w postaci oszczędności czasu (IR jedzie prawie tak szybko, jak ekspres) oraz pieniędzy (jest tańszy całe 7 zł w przypadku biletu normalnego). Już wiem, że w przypadku wakacyjnego wypadu w Tatry, skorzystam z tej oferty (o ile nie skasują go przy okazji lutowej korekty...); w ogóle chyba będzie to najtańsza i najdogodniejsza opcja wypadu ze stolicy w kierunku południowym: w Gorce, do Krynicy, pod Babią Górę (czyli do Suchej Beskidzkiej), a także na lotnisko na krakowskich Balicach, czy też w okolice samego grodu Kraka (np. do Oświęcimia lub Wieliczki).

wtorek, 27 grudnia 2011

RJ 2011/12: Warszawa-Wrocław

W nowym rozkładzie jazdy przewidziano dość rozbudową ofertę bezpośrednich połączeń pomiędzy Warszawą a stolicą Dolnego Śląska. To zasługa głównie Przewozów Regionalnych, które w tym roku wydatnie zwiększyły swoją ofertę, stwarzając sytuację ciekawą, zwłaszcza dla kieszeni studenckiej. :)
W klasie ekonomicznej mamy następującą ofertę:

D Warszawa Wschodnia 20:57 - Katowice 23:55
TLK Katowice 00:14 - Warszawa Główny 03:18
Najszybszy dojazd do Wrocławia - jedyne 6 godzin 21 minut. Do Katowic jedziemy pociągiem "mieżdunarodnym", "austrowęgierskim", tj. złożonym z wagonów do Budapesztu, Wiednia i Pragi. Pociąg dostępny jest jednak w komunikacji krajowej i tu z tej możliwości korzystamy z tej możliwości. Szybka przesiadka i nad ranem jesteśmy nad ranem we Wrocławiu. Jest to jednak tylko opcja dla najbardziej zdeterminowanych (np. chcących zobaczyć wschód słońca w Breslau ;)), potrafiących zadowolić się trzygodzinną drzemką w TLK-u - o ile taka drzemka będzie możliwa, jest to bowiem pociąg niemal jak Tour de Pologne: relacja z Przemyśla do Szczecina...

TLK Warszawa Wschodnia 22:18 - Wrocław Główny 06:18
Jedyny sensowny nocny pociąg z Warszawy do Wrocławia. Opisałem go już wcześniej tu.

TLK Warszawa Wschodnia 05:18 - Wrocław Główny 12:06
Pierwszy standardowy, przedpołudniowy pociąg - przez Łódź, Sieradz, Kalisz.

TLK Warszawa Wschodnia 07:12 - Wrocław Główny 13:54
Relacja Białystok-Wrocław, stąd ryzyko pewnego zapełnienia już w Warszawie. Jedzie koleją warszawsko-wiedeńską, czyli przez Częstochowę, a dalej przez Opole.

TLK Warszawa Wschodnia 08:18 - Katowice 11:35
IR Katowice 11:48 - Wrocław Główny 14:41
Całkiem rozsądne połączenie, krótka przesiadka, prawie nieodczuwalna. Mankamentem fakt, że mamy dwóch przewoźników, więc cena jest odpowiednio wyższa. :/ Plusem za to szybka podróż - poniżej 6,5 godz.


TLK Warszawa Wschodnia 09:12 - Wrocław Główny 16:15
 Kolejny pociąg z Białegostoku do Wrocławia w ofercie. Tym razem jednak przez Łódź i Kalisz.


IR Warszawa Wschodnia 12:10 - Wrocław Główny 18:51
Relacja dosyć kosmiczna: z Białegostoku, przez Poznań (sic!), Wrocław, do Międzylesia (na południu Kotliny Kłodzkiej, nie mylić z Międzylesiem w Warszawie ;)). Jednakże mimo tak okrężnej trasy (o 90 km dłuższa niż ta przez Łódź i Kalisz), czas jazdy nie jest zbytnio wydłużony - pociąg zyskuje jednak na zmodernizowanej trasie do Poznania. Warto jednak sobie to połączenie zakonotować, bo jest ciekawą propozycją na dotarcie nie tylko do Wrocławia, ale także do Poznania (na popołudnie - stolicę Wielkopolski osiągamy 15:50), zachodnio-południowej Wielkopolski (Leszno, Rawicz) oraz sporych obszarów pomiędzy Wrocławiem a Międzylesiem (zabytkowe: Henryków, Kamieniec Ząbkowicki, czy przesiadkowe, ale i zabytkowe - Kłodzko); za Wrocławiem pociąg zatrzymuje się podaj na każdej stacji, więc z jednej strony podróż do Międzylesia bardzo się rozciąga (dojeżdżamy tam 21:32), ale i otrzymujemy bezpośrednie połączenie z Warszawy do tych niewielkich miasteczek śląskich (a PR przy okazji "łapie" mieszkańców tych miasteczek, wracających z pracy lub uczelni wrocławskich).

TLK Warszawa Wschodnia 12:30 - Wrocław Główny 19:25
W zaistniałej sytuacji jest to pociąg-absurd. Dwadzieścia minut wcześniej z Warszawy mamy tańsze (5 zł przy bilecie normalnym) InterRegio, które mimo że jedzie trasą okrężną (około 70 km dłużej), to czasowo wychodzi jednakowo. Nie wiem, kto w ogóle będzie jeździł tym TLK-iem: ja na pewno nie. Tym bardziej, że pół godziny później jest kolejny, dosyć szybki IR, jadący CMK. Oferta jedynie dla jadących z Warszawy do Częstochowy lub Opola.


IR Warszawa Wschodnia 13:03 - Wrocław Główny 19:43
Jak pisałem wyżej, jest to sensowniejsza alternatywa dla powyższego TLK. Kursuje CMK, potem przez Katowice i Opole.

TLK Warszawa Wschodnia 13:13 - Wrocław Główny 20:15
To już rozpusta: pociągi do Wrocławia co kilkanaście minut. :) Znowuż jednak bardziej opłaca się jechać wcześniejszym o 10 minut IR-em, bo mamy taniej i szybciej. Ten TLK jedzie przez Łódź i Kalisz, jest to zatem znów oferta raczej dla jadących z Warszawy do tych miast albo z tych miast do Wrocławia.

TLK Warszawa Wschodnia 16:40 - Wrocław Główny 23:01
Dobra wieczorna opcja dojazdu do Wrocławia - jeśli chcemy być na miejscu rano, a wolimy uniknąć konieczności i niewygody jazdy pociągiem nocnym. (Albo gdy potrzebujemy być we Wrocku przed 6:00.) W piątki lub przed długimi weekendami na pewno pociąg będzie zapełniony przez studentów wracających do domu w Częstochowie lub Piotrkowie. ;)

TLK Warszawa Wschodnia 17:18 - Wrocław Główny 00:01
Podobna do poprzedniej, alternatywa dla pociągu nocnego (o ile rzecz jasna mamy nocleg we Wrocławiu). Przyjeżdżamy dosyć szybko (6,5 godziny), jesteśmy na miejscu jeszcze o sensownej porze (w sam raz na początek nocnego baletu albo w sam raz na położenie się spać w jakimś hostelu lub schronisku ;)). Minusem fakt, że mamy do czynienia z pociągiem relacji Lublin-Wrocław (przez Łódź i Kalisz), ale chyba o tej porze nie jest to relacja najbardziej oblegana.

Jak widać powyżej, wybór połączeń jest bardzo interesujący i szeroki. 12 połączeń w ciągu doby to już bardzo dobry wynik. Oczywiście nie wszystkie są w pełni sensowne i optymalne, ale niemalże można iść na dworzec w ciemno - zawsze w ciągu pół godziny lub godziny jakiś pociąg do Wrocławia się znajdzie. ;)
W tej relacji widać także ostrą konkurencję pomiędzy PKP IC oraz PR: Pomiędzy 12 a 13:30 mamy pociągi co kilkanaście lub dwadzieścia kilka minut, naprzemiennie tych dwóch przewoźników. Powątpiewam jednak, czy TLK 12:30 i 13:13 mają sens - jeśli chodzi o podróże Warszawa-Wrocław. Lepiej wybrać tańsze (i szybsze) InterRegio. Ja na pewno tak będę robił, tym bardziej, że jest możliwość przejażdżki dotychczas nieeksplorowanymi przeze mnie odcinkami: Poznań-Wrocław i Katowice-Wrocław. ;)
Na koniec ponownie zwracam uwagę na pociąg IR o 12:10 z Warszawy (relacja Białystok-Międzylesie). Pora odjazdu z Warszawy może nie jest dla warszawiaków zbytnio komfortowa: ni to rano, ni to popołudnie, ale bezpośredni dojazd do Leszna, Rawicza czy miasteczek Kotliny Kłodzkiej wydaje się brzmieć zachęcająco. :)

czwartek, 22 grudnia 2011

W Karkonosze

Dojazd koleją ze stolicy w Sudety nigdy nie należał do łatwych - nie inaczej jest także i w rozkładzie 2011/12. Kolejarze proponują warszawiakom następujące połączenia (w klasie ekonomicznej, która mnie najbardziej interesuje, rzecz jasna :)):

TLK Warszawa Wschodnia 22:18 - (Wrocław Gł. 06:18) - Jelenia Góra 09:53
Standardowy nocy pociąg, ale z opcją taniej kuszetki. Kursuje codziennie przez Częstochowę i Katowice. Jako ciekawostkę można dodać, że trasa biegnie przez dwa najstarsze odcinki kolejowe na ziemiach polskich: fragment Wrocław-Oława (z 1842 r.) oraz całą długością kolei warszawsko-wiedeńskiej. :)


TLK Warszawa Wschodnia 05:18 - Wrocław Gł. 12:06
RE Wrocław Gł. 13:09 - Węgliniec 14:48
KD Węgliniec 14:55 - Jelenia Góra 17:13
Trasa zupełnie okrężna - jedziemy przez Zgorzelec (sic!). (Do Wrocławia jednak klasycznie - przez Łódź i Sieradz.) Atrakcyjna dla miłośników kolei, bo korzystamy z RegioEkspresu (relacji Wrocław-Drezno) oraz ostatni odcinek pokonujemy regionalnym pociągiem Kolei Dolnośląskich. Polecany raczej dla tych, którzy muszą znaleźć się w Jeleniej przed 18:00 (np. gdy przewidziana jest przesiadka do PKS-u); w pozostałych przypadkach - lepiej skorzystać z wygodniejszej następnej (i tańszej - bo tylko dwóch, a nie trzech przewoźników) opcji.

TLK Warszawa Wschodnia 08:18 - Katowice 11:35
IR Katowice 11:48 - (Wrocław Gł. 14:41) - Jelenia Góra 18:17
Najszybsze połączenie do Jeleniej Góry (mimo że z przesiadką!) - poniżej 10 godzin. Minusem jest jednak fakt, że do Katowic jedziemy pociągiem relacji Białystok-Racibórz - może więc być problem z miejscami siedzącymi już w Warszawie. (Sam mam nieprzyjemne wspomnienia z podróży: wsiadając na Wschodnim miałem "zderzenie" z wyjątkowo "bucowatą" pasażerką, którą z tego miejsca - a jakże! - pozdrawiam. :P) Podobny problem możemy napotkać w Katowicach: InterRegio startuje z Przemyśla, dlatego może się już mocno wypełnić podczas swojej podróży przez województwo podkarpackie i małopolskie...

TLK Warszawa Wschodnia 09:12 - Wrocław Gł. 16:15
REG Wrocław Gł. 16:46 - Jelenia Góra 20:32
Rozwiązanie bardziej bezpieczne niż poprzednie, polecane także tym, którzy nie lubią rano wstawać (zawsze dodatkowa godzina snu :P), jednak dosyć nieoptymalne, bo wyjeżdżamy z Warszawy tylko godzinę później, a przyjeżdżamy na miejsce ponad 2 godziny później (w porównaniu do poprzedniego połączenia). Z drugiej strony relacja atrakcyjna dla osób z zacięciem socjologicznym: gwarantowane ciekawe obserwacje w pociągu osobowym - tym bardziej, że łapiemy się na powroty z Wrocławia osób tam pracujących lub uczących się. ;)

Jak napisałem na wstępie, dojazd koleją w Karkonosze czy Góry Izerskie nie należy do łatwych. To jednak mnie nie przekona do wybrania opcji busów lub PKS-ów: w końcu jestem miłośnikiem kolei. :) Każde jednak takie rzucenie okiem na komunikację Warszawy z Wrocławiem każe myśleć o konieczności przecięcia tego istniejącego od 1945 r. węzła gordyjskiego, czyli braku normalnego połączenia (w sensie torów, a nie konkretnego pociągu) pomiędzy systemem kolei na terenie byłej II RP oraz byłego Republiki Weimarskiej/III Rzeszy. Ja już jakiś czas temu przedstawiłem swoją skromną propozycję w tym zakresie.

wtorek, 22 listopada 2011

Różni przewoźnicy - różne taryfy

W najnowszym numerze "Z Biegiem Szyn" skomentowano wypowiedź premiera Pawlaka, dotyczącą taryf kolejowych:
Wprowadzono wiele spółek przewozowych, co doprowadziło do takiego bałaganu, że pasażer jest dzisiaj zmuszony kupować kilka biletów. W zależności od tego, jaki pociąg pojedzie, musi mieć odpowiedni bilet. Tymczasem to nie powinno być przedmiotem uwagi pasażera. To jest problem spółek przewozowych, które powinny się rozliczać między sobą.
("Z Biegiem Szyn", 6/2011, s. 5)
Trzeba docenić uwagę polityka PSL, który - jak zauważa "ZBS" - choć sam codziennie dojeżdża do Warszawy pociągiem, to jako poseł biletów kupować nie musi. Trudno nie przyznać mu racji - bałagan taryfowo-biletowy na polskich kolejach jest faktem. Nie żyjemy jednak w świecie-czarno białym: całe to zagadnienie jest trochę bardziej złożone.
Dyskusja o różnych taryfach poszczególnych przewoźników jest tak naprawdę dyskusją o samej idei uruchamiania indywidualnych spółek kolejowych, a także - o kwestii prywatyzacji ruchu kolejowego. Niektórzy zwolennicy wolnego rynku i liberalnej ekonomii zapominają czasami, że koleje to trochę specyficzny środek transportu. Z zasady rynek kolejowy jest mocno regulowany - nie ma takiej wolności jak w ruchu lotniczym bądź samochodowym: nie można "dowolnej" ilości pojazdów wtłoczyć na jedną trasę. Wynika to wyższych standardów bezpieczeństwa na kolei, a także prozaicznego faktu, że gdy z miasta A w kierunku miasta B mamy jedną nitkę torów, to z próżnego i Salomon nie naleje - a pociągom trudniej jest się wzajemnie wyprzedzać. Dalej, sama kolej ma także pewne inne, dodatkowe funkcje, poza zwykłym transportem ludzi i towarów. W końcu - niesprawiedliwa jest sytuacja, w której przewoźnicy kolejowi płacą za dostęp do infrastruktury, zaś busiarze i PKS-y nie płacą dodatkowo za poruszanie się po drogach. (To wszystko są jednak tematy na oddzielne wpisy, nie chcę tu wchodzić w szczegóły.)
Ponadto, trzeba mieć na uwadze, że za rosnący bałagan taryfowy odpowiedzialne są samorządy, tworzące kolejne lokalne spółki przewozowe (czemu się sprzeciwiam). Jedynie na Mazowszu zostało to w miarę sensownie rozwiązane - wyrzucono Przewozy Regionalne z terenu województwa. W innych regionach po prostu dodano kolejnego przewoźnika, co nie do końca jest racjonalnym postępowaniem, a na pewno miesza pasażerom w głowach.
Na szalkach wagi trzeba jednak położyć i inne argumenty. Nie zgodzę się z ministrem Pawlakiem, że kwestia oddzielnych taryf dla oddzielnych przewoźników powinna być tylko ich problemem - a nie pasażera. Gdyby ktoś podobne zdanie wypowiedział odnośnie np. ruchu lotniniczego - że bilety powinny być wspólne dla różnych operatorów - zostałby wyśmiany. (Zresztą, gdyby taka sytuacja miała miejsce, nie powstałyby chyba żadne tanie linie lotnicze.) I proszę teraz nie zarzucać mi, że sam sobie przeczę, powołując się na porównanie z transportem lotniczym - podtrzymuję, co napisałem kilka wersów wyżej: tak, transport kolejowy ma swoją specyfikę, ale to nie oznacza, że jest zupełnie "z księżyca". Powinien tak samo rządzić się rachunkiem ekonomicznym i racjonalnym gospodarowaniem. Wróćmy do meritum. Wydaje mi się, że czasami takie nawoływanie do jednej, wspólnej taryfy jest niczym więcej jak nostalgią za czasami PRL-u (i lat 90.), kiedy były tylko Polskie Koleje Państwowe i wystarczało wybrać pomiędzy pociągiem osobowym a pośpiesznym. Taki model współcześnie chyba nie miałby sensu, zresztą nie ma już chyba szans na powrót do niego. Stąd też wynika fakt, że młodsze pokolenie (nie tylko miłośnicy kolei, jak ja ;)) nie ma dużych problemów z rozróżnieniem Kolei Mazowieckich od Szybkiej Kolei Miejskiej lub Przewozów Regionalnych od pociągów InterCity. Tymczasem starsi, przyzwyczajeni do istnienia monopolu na kolei, mają z tym problem. (To też jest świadectwo porażki w komunikacji między spółkami kolejowymi a społeczeństwem.)
Sam fakt, że jadąc do Skierniewic kupuję bilet Kolei Mazowieckich, a RegioExpressem do Szczecina - Przewozów Regionalnych - to nie jest problem. (I chyba dla nikogo nie powinien być.) "Schody" zaczynają się, gdy łączymy w czasie jednej podróży usługi różnych przewoźników. Fakt konieczności zakupu oddzielnych biletów, czasami nawet konieczności zakupu w trakcie przesiadki (na którą może nie być zbyt wiele czasu...) - jest uciążliwością. Głównym problemem jest jednak nieadekwatność cen, o czym za chwilę. Oczywiście, można powiedzieć, że gdy ktoś jedzie pociągiem do Przemyśla, a dalej busem do Ustrzyk, też powinien mieć możliwość "wspólnego biletu", ale jednak w takim wypadku mamy do czynienia z różnymi środkami transportu. Tymczasem oddzielne taryfy na kolei powodują czasem sytuacje absurdalne. Przykładowo: gdy wybierzemy się nocnym połączeniem z Wrocławia do Warszawy, z przesiadką w Katowicach (pociągi TLK83200 i TLK45108), przemierzymy 510 km za 58,60 zł (2. klasa, bilet normalny); natomiast połączenie przez Poznań, tzn. TLK do stolicy Wielkopolski (TLK38200), a stamtąd RegioExpress do Warszawy (RE71110), to - mimo że dystans krótszy, czyli 473 km - cena wynosi aż 80,90 zł. (Sic!)
Moim zdaniem pierwszym krokiem powinno być właśnie usunięcie takich aberracji, dalej zaś dopiero - całościowa zmiana taryf (włącznie z wprowadzeniem bardziej liniowej charakterystyki cena/odległość).

piątek, 12 sierpnia 2011

Warszawa Gdańska - znów międzymiastowa?

Najpierw fotka:


Warszawa Gdańska, na odjazd czeka - jak dowiedziałem się z zapowiedzi megafonowej - "pociąg specjalny do Kostrzynia". Aha, dzieciaki jadą na Woodstock. :) (Swoją drogą, chyba nie bez powodu pociąg zestawiony jest z wysłużonych wagonów typu bipa. ;))

Chwila zastanowienia - i już w mojej głowie pojawił się pomysł, który mi gdzieś z tyłu głowy kołatał odkąd zobaczyłem, że jeden z pociągów InterRegio z Lublina nie pakuje się na średnicę, ale kończy bieg właśnie na Gdańskim. Eureka! Warszawa Gdańska powinna stać się znów stacją obsługującą ruch międzymiastowy. A zwłaszcza - pociągi InterRegio. Dzięki temu po pierwsze PR mogłyby obniżyć koszty (jeden postój w Warszawie zamiast trzech = niższe opłaty dla PLK), po drugie ilość pociągów InterRegio z/do Warszawy mogłaby się wydatnie zwiększyć, bez ryzyka zapchania średnicówki. Spójrzmy na to analogicznie, jak jest w ruchu lotniczym - są normalne firmy lotnicze oraz tzw. tani przewoźnicy; ci drudzy z reguły nie korzystają z lotnisk podstawowych, ale dodatkowych, które znowuż są położone trochę dalej od centrum. Podobnie należałoby zrobić i z kolejami w Warszawie - "tani przewoźnik" to PR, a "tanie lotnisko" to dworzec Gdański: jest trochę dalej od centrum, ale de facto i tak jest to bardzo dobrze skomunikowana stacja (wygodniejsze i łatwiejsze dojście do metra niż z Centralnego ;)).
Już w tej chwili jest to możliwe, jeśli chodzi o takie pociągi InterRegio: IR Bystrzyca (z Lublina), IR Harpun (z Lublina do Kołobrzegu), IR Brda (do/z Torunia i Bydgoszczy), IR Pomorze (do/z Trójmiasta), IR Portowiec/Bosman, IR Mewa (do/z Poznania, Szczecina i Świnoujścia), IR Mazowsze, IR Starosta (do/z Poznania), IR WOŚP, IR Jan Matejko, IR Ernest Malinowski (do/z Krakowa), IR Skrzyczne (Bielsko-Biała - Łuków), IR Prosna (do/z Wrocławia). Celowo wyłączam tu kierunek Łódź, bo te pociągi kursują prawie jak kolej dojazdowa, więc mieszkańcy Łodzi pracujący w Warszawie powinni mieć jak najbardziej dogodne przejście do innych środków komunikacji i przede wszystkim kilka postojów w Warszawie, a nie jeden na Gdańskim jedynie.
W przyszłości można by także na Gdańską skierować pociągi z innych kierunków, tj.: Białegostoku (ciekawym rozwiązaniem mogłoby być puszczenie IR przez Radzymin i Legionowo, ale to dopiero po wyremontowaniu tej linii, bo obecnie to nie wiem, czy vmax przekracza 40 km/h), Olsztyna (proponuję pociągi "mazurskie" z Warszawy przez Ostrołękę, Szymany do Olsztyna i ewentualnie dalej) itd.

środa, 7 lipca 2010

InterRegio - także na weekendowe wypady za miasto

Wydawać by się mogło, że pociągi InterRegio miały być odpowiednikiem dawnych pośpiesznych: tanio łączyć różne miasta (regiony) Polski. Niedawno odkryłem jednak inne, dodatkowe zastosowanie kultowych pociągów spółki Przewozy Regionalne. Otóż, wracając z rowerowej, weekendowej wycieczki po ziemi łowickiej w drodze powrotnej z Łowicza do Warszawy wybrałem właśnie IR: pociąg relacji Poznań Główny - Warszawa Wschodnia z Łowicza rusza o 18.43, żeby na Centralnym być 19.39. Podróż mija bardzo miło, a skład jest złożony z wagonów piętrowych (Bhdpumn) - widoki nawet z dolnego pokładu są bardzo ciekawe. :) Cenowo wyszło raptem kilka złotych więcej niż podróż Kolejami Mazowieckimi (co prawda musiałem zapłacić jeszcze za rower - w KM byłoby za free), a podróż krótsza o 1/3 (czyli 0,5h). A atrakcja jazdy takim ciekawym składem piętrowym - bezcenna. :)

Powyższa opowieść miała pokazać, że IR można również wykorzystywać jako środek transportu do bliższych, jednodniowych wypadów "za miasto". Jeśli chodzi o Warszawę, to możliwości są ograniczone - popołudniowe i wieczorne kursy do stolicy są głównie na linii z Poznania i Łodzi (możemy zwiedzać Łowicz, Skierniewice, Żyrardów itp.). (Są też kursy z Krakowa, ale jeśli jadą po magistrali to na takie wypady się nie nadają...) Ale mieszkańcy Poznania, Wrocławia, Katowic czy Krakowa mogą spokojnie wykorzystywać IR do takich wycieczek. Przewozy Regionalne powinny tylko lepiej do tego zachęcać, np. obniżając cenę opłaty za rower. :)

środa, 5 maja 2010

PLK czyści polskie tory

Dziś, 5 maja 2010 r., na tory nie wyjechało 46 pociągów InterRegio. Spowodowane jest to tym, że PLK domaga się od Przewozów Regionalnych spłaty zadłużenia, które idzie w setki milionów złotych. Rzecznik przewoźnika stwierdza, że nie pierwszy raz PR mają spory dług wobec PLK, pierwszy raz jednak sięga się po tak ostry środek. Kosztem pasażerów, niestety.
Można pytać, dlaczego, zastanawiać się nad polityką PLK, nad zbliżającym się wejściem na polskie tory konkurencji z Zachodu (czytaj: Deutsche Bahn) - ja jednak spytam: kiedy? Kiedy InterRegio wrócą w całej okazałości? Czy ta świetna inicjatywa, o której już pisałem ma na zawsze zniknąć z naszego krajobrazu kolejowego? W takich sytuacjach może rzeczywiście powinno się przeprowadzić racjonalną analizę ekonomiczną - jednak na ile taką analizę wytrzymałyby całe polskie koleje? Ja mówię nie jako ekonomista, ale jako klient: chcę mieć tanio i dobrze; nie lubię, gdy wycofuje się z runku mój ulubiony produkt.
Wiem, że nie jestem sam, na Facebooku już powstała grupa "Łapy precz od InterRegio!". Dlatego mogę śmiało wykrzyknąć:
InterRegio, wróć!

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

InterRegio - moje wrażenia

Pociąg InterRegio z Warszawy Wschodniej do Poznania Głównego wjedzie...

Głos dworcowej szczekaczki, z charakterystyczną (oficjalną? ;)) wymową "interredżio" zapowiedział wjazd oczekiwanego pociągu na dworzec. Tak, pierwszy raz wybrałem się w podróż pociągiem InterRegio - hitem ostatnich kilkunastu miesięcy, przyszłością polskich kolei. Mnie w tym pociągu relacji Warszawa-Poznań może nie dane było poznać wszystkich "uroków" tej klasy pociągów - "uroków", które odstręczają co poniektórych od wybierania tego środka transportu. Ten pociąg nie był bowiem złożony z "elektriczek" (inaczej "kibli"), czyli elektrycznych zespołów trakcyjnych, ale był zestawiony z lokomotywy i wagonów, jak normalny pociąg. Co ciekawe, lokomotywa była nowoczesna - nasz polski Huzar. Wagony zaś takie zwykłe, drugoklasowe, zielone, jak w niegdysiejszych pośpiechach.

Nie ominęła mnie jednak atmosfera pociągu tej klasy. W głównej roli konduktor. Był nim dziadek z niepełnym uzębieniem. ;) W trakcie jazdy widziałem ciekawą scenę. Ów konduktor siedział w swoim służbowym przedziale, paląc papierosa. Jakiś podróżny zagadnął go, pytając, w jakiej części pociągu on sam może zapalić. Na co ten odpowiedział: Wszędzie, niech się pan tylko ludzi spyta, żeby im nie przeszkadzało... To było mocne, podejrzewam, że gdybym popijał piwo w przedziale, to też ten konduktor nie miałby nic przeciwko temu. Byleby ludziom nie przeszkadzało. :)

Do Poznania pociąg przyjechał punktualnie - po 3,5 h podróży. To mniej-więcej tyle samo co (na przekór nazwie) droższe TLK i raptem tylko o 40 min. dłużej niż te wszystkie Inter-Euro-City, jakie jeżdżą na tej samej trasie.

Muszę przyznać, że mi taki standard odpowiada. Nie będę ukrywał, że z perspektywy kieszeni studenckiej najważniejszym kryterium jest cena. W tej kategorii IR jest bezkonkurencyjny. A czas podróży nie jest wcale dłuższy niż TLK na analogicznych odcinkach. A do tego nie ma rygorów odnośnie np. palenia: sam nie palę, ale taka wolność jest dobrym rozwiązaniem. :)

PS. Gdy wyszedłem na peron poznańskiego dworca wszystko wydawało się w porządku, dopóki nie usłyszałem z megafonu: Der Zug von Berlin nach Warschau... Przez chwilę zapytałem siebie, czy wysiadłem na właściwej stacji. Ale krzywe chodniki (nawet w Poznaniu!) przypomniały mi, że do Reichu jeszcze nie wjechałem. ;)