BLOG PRZENIESIONY NA NOWY ADRES:
http://robert.skarzycki.pl/blog/naszynach/

sobota, 28 maja 2011

Warszawa Gołąbki

Jest taka stacja kolejowa, która z jednej strony leży na terenie Warszawy, a z drugiej - dookoła zobaczymy rzadko rozmieszczone domy jednorodzinne, a nawet, w bezpośrednim sąsiedztwie peronów - pola rolne, obsadzone jakimiś ziemniakami czy zbożem; nie do końca jednak ma ona taki charakter wiejski - nad głowami co parę minut pojawia się samolot, a po sąsiednich torach sunie co jakiś czas albo jakiś pociąg międzynarodowy, albo baaaardzo długi skład towarowy: jest "wielki ruch, wielki handel". Infrastruktura w miarę odnowiona - zarówno peron, jak i kładka. A to wszystko zaledwie piętnaście minut jazdy pociągiem od pl. Zawiszy (czyli stacji Warszawa Ochota). Już wiadomo, co tu opisuję? Tak, chodzi o stację Warszawa Gołąbki.

Spisane wyżej słowa, to mniej-więcej streszczenie moich wrażeń z mojego pobytu na stacji Warszawa Gołąbki, na której pojawiłem się pierwszy raz parę dni temu (mówię tu o wersji postawienia stopy na peronie, bo wielokrotnie tędy przejeżdżałem w kierunku na Poznań i Toruń, ale jakoś nie zwracałem na tę stację uwagi). W czasie mojego pobytu na tej stacji (po prostu czekałem ponad pół godziny na pociąg do centrum) nie opuszczało mnie poczucie, że otaczają mnie w tym miejscu lekkie opary absurdu. Już pierwsze spojrzenie, gdy zbliżałem się do stacji, wprawiło mnie w taki nastrój: zauważyłem dużą, pomalowaną na jasnoniebieski kolor, kładkę dla pieszych, rozpinającą się nad rzędem torów. Nie wątpiłem w sens wybudowania takiego obiektu inżynieryjnego (w czym utwierdził mnie niemały ruch pasażerski i towarowy po poprowadzonych tu torach), lecz zwrócił moją uwagę brak ogrodzenia otaczającego tory: pomyślałem sobie bowiem, że skoro brak tego typu barier, to zapewne "autochtoni" wybierają drogę na skróty. Oczywiście nie myliłem się - wysiadający z pociągu, który niebawem nadjechał, wybrali w dużej mierze drogę w poprzek torów, ignorując istnienie kładki. Tymczasem ani po północnej, ani po południowej stronie torów nie było nawet śladu planów wybudowania tu ogrodzenia. No cóż...
Sama zaś kładka była ciekawym rozwiązaniem: mimo że (chyba) odnowiona (a przynajmniej w miarę świeża, odmalowana), to jednak zadziwiła mnie jej konstrukcja - ciągi piesze (czyli owe kładki) wykonane były... z luźno leżących desek, poruszających się przy stąpaniu. Czym prędzej czmychnąłbym z tej chybotliwej kolumny, gdyby nie fakt, że owa kładka była świetnym punktem obserwacyjnym: doskonale widać z niej było pociągi jadące zarówno od wschodu, jak i od zachodu; na horyzoncie dumnie prężył się wiadukt drogi ekspresowej S-9; nade mną zaś na błękitnym niebie co chwila pojawiał się samolot zmierzający od Okęcia lub ku niemu.

Kolejna fala uczuć, że jestem zanurzony w oparach absurdu przyszła po chwili - zaraz, dojechałem tu w niecałe 20 minut ze stacji Warszawa Śródmieście (27 par pociągów dziennie), a wokół siebie mam pola rolne, trochę domów jednorodzinnych i zaplecze jakiejś budowy. Czy ktoś mi jest w stanie wyjaśnić takie nieporozumienie? To ludzie tłoczą się w blokach Ożarowa, Piastowa i okolic, a Gołąbki - a przynajmniej okolica stacji kolejowej - to nadal klimat iście wiejski. Gdzie jest planowanie przestrzenne w tym mieście?

Poza tym wszystkim stacja ta jest gratką dla miłośników kolei - znajduje się na ważnym szlaku z zachodu Polski do Warszawy i leży przed rozjazdem na linię obwodową i linię ku Warszawie Zachodniej. Podczas mojego oczekiwania na KM-kę zdążyłem obejrzeć przejazd kilku pociągów towarowych (o bardzo długich składach), jakiegoś zespołu naprawczego, luźnej lokomotywy spalinowej, a także ekspresu Berlin-Warszawa (który mnie "wytrąbił", bo stałem zbyt blisko krawędzi peronu ;)). Co więcej, spora część kursów pociągów Kolei Mazowieckich obsługiwana jest przez składy zmodernizowane do standardu AKM.

To wszystko, co wyżej opisałem, sprawia, że muszę wręcz pojawić się w Gołąbkach ponownie - choćby po to, by zapolować z aparatem i trofeami takich łowów podzielić się na łamach tego bloga.

1 komentarz:

  1. Parę minut od stacji w stronę Warszawy są takie "wieżyczki z platformami" podobno jest dość ciekawy widok na centrum stolicy... jeśli pogoda dopisze... to ocenię to w najbliższy weekend :)

    zapraszam - http://to-tylko-krok.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń